Na weselu nie wszyscy umieli zachować powagę, ale najważniejsze było jedno: zaczynało się nowe życie, którego nie dało się już cofnąć.
Nina prawie się nie odzywała. Gdy Aleksiej podsuwał jej talerz albo nalewał sok, rumieniła się i szeptała:
— Dziękuję, Lioszeńka.
Jej matka, Kławdia Stiepanowna, kobieta głośna i zbyt skora do zabawy, pod koniec wieczoru wdrapała się na ganek z harmonią i zaczęła wyśpiewywać przyśpiewki. Skończyło się niezręcznie — straciła równowagę na schodkach i wylądowała w krzaku porzeczek, na szczęście bez poważnych konsekwencji. Ojciec Niny, Stiepan Iljicz, człowiek cichy i wycofany, próbował przejąć instrument, by zagrać coś spokojniejszego, lecz emocje wzięły górę; po chwili zasnął pod stołem.
— No piękna rodzinka — szepnęła Katierina do Pietrowicza, bardziej zmęczona niż zła.
— Spokojnie — machnął ręką. — Przecież z nimi mieszkać nie będziemy.