Leśne Klucze rozłożyły się na siedmiu wzgórzach, a w samym środku osady — tuż przy placu obok starej wieży ciśnień — od rana tętnił bazar. Tego dnia na wysłużonym „Uralu” wjechał tam Aleksiej Sawiłjew. Zgasił silnik, ściągnął przesiąknięte smarem rękawice i przez chwilę siedział bez ruchu, obserwując, jak wiatr przegania po asfalcie pierwsze żółte liście.
W domu czekała go rozmowa, której bał się bardziej niż najtrudniejszej naprawy w silniku. Czekała Katierina — starsza siostra, która po śmierci rodziców stała się dla niego kimś na kształt matki.
Rozmowa, której nie dało się odłożyć
Przeszedł przez niebieską furtkę, odnawianą co wiosnę razem z Pietrowiczem, mężem Katieriny. Ona krzątała się w ogródku, przycinając suche łodygi piwonii.
— Liosza? Czemu tak wcześnie wróciłeś? Coś się stało? — wyprostowała się, opierając na grabiach. Miała spojrzenie czujne, takie, które nie przepuszcza żadnego szczegółu.
— Kać… musimy pogadać — rzucił i wszedł do środka, zostawiając czapkę na ławie w sieni.