„To nie jest spotkanie towarzyskie”.
Reklama
Znalazłem Marka Thompsona na Facebooku – starszego, siwego, wciąż rozpoznawalnego. Jedno nasze zdjęcie z przeszłości.
Napisałam do niego: „Musimy porozmawiać. Chodzi o twojego syna i moją córkę”.
Spotkaliśmy się w kawiarni.
Wszedł z półuśmiechem, jakbyśmy mieli zaraz powspominać. Szybko to uśmierciłem.
„To nie jest spotkanie towarzyskie” – powiedziałem. „Usiądź”.
Usiadł. Wyłożyłem mu wszystko: album, kradzież, zemsta, ślub, kłamstwa.