Pogrzeb się odbył, bo Daniel go zorganizował. Moja siostra Mia otworzyła drzwi, ustawiła zapiekanki na blacie i szeptała: „Po prostu oddychaj”.
Daniel podpisał dokumenty. Daniel rozmawiał ze szpitalem. Daniel powtarzał mi: „Nie martw się. Mam to”.
W tamtym momencie nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, że mógłbym się z tym wszystkim zmierzyć.
Tydzień po pogrzebie zadzwonili ze szpitala.
Urzędniczka o imieniu Tessa powiedziała: „Wciąż mamy rzeczy Grace. Jej ubrania. Możesz je odebrać”.
Daniel zbyt szybko oderwał wzrok od laptopa. „Mogę je zdobyć” – powiedział.
Potem zawahał się. „Właściwie, może powinieneś. Żeby zamknąć ten rozdział”.
W szpitalu Tessa wręczyła mi przezroczystą plastikową torbę podpisaną imieniem Grace.
Hannah pojawiła się za biurkiem i zamarła na mój widok. Nie uśmiechnęła się ani nie wygłosiła typowego dla niej listu z wyrazami współczucia. Wzięła torbę od Tessy i włożyła mi ją w dłonie, jakby oznaczała coś ważnego.
„Przepraszam” – wyszeptała.
Potem spojrzała w górę, na kamerę na suficie. Jedno szybkie spojrzenie. Jedno drgnięcie. I odeszła.
Gdy byłam już w domu, poszłam do pokoju Grace i zamknęłam drzwi.
Jej łóżko było nadal schludnie pościelone. Jej pluszowy królik nadal opierał się o poduszkę.
Wysypałam zawartość torby na koc. Malutkie skarpetki. Leginsy w gwiazdki. Różowy sweterek, który miała na sobie, kiedy wybiegłyśmy z domu tego ranka.
Złożyłem je tak, jak ona lubiła, bo moje ręce musiały czymś zająć.
Z koperty wypadła zmięta notatka. Pod spodem przyklejony był czarny pendrive.
W notatce napisano:
„Twój mąż cię okłamuje. Obejrzyj film. Sam.”
Serce waliło mi tak mocno, że wzrok mi się zamazał.
Tej nocy czekałem, aż Daniel zaśnie. Kiedy jego oddech w końcu się uspokoił, wyślizgnąłem się z łóżka, zaniosłem laptopa do kuchni i usiadłem przy stole w ciemności.
Moje ręce drżały, gdy podłączałem pendrive.
Pojawił się jeden plik. Długi ciąg cyfr w nazwie.
Kliknąłem.
Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, był znacznik czasu w rogu.
To był dzień, w którym Grace umarła.