„Twoje serce nie wie, że jest małe” – mawiała. „Więc to boli. Szanujemy to. Potem idziemy dalej”.
Zawsze wiedziałam, że jestem adoptowana. Powiedziała mi o tym wcześnie.
„Pewnej nocy ktoś zostawił cię pod moimi drzwiami” – powiedziała. „Otworzyłam je. Od tej chwili byłeś mój”.
Nigdy nie czułam się porzucona. Czułam się wybrana.
Kiedy poszedłem na studia, płakała w samochodzie i próbowała to obrócić w żart.
W dniu przeprowadzki przechadzała się po moim malutkim akademiku, wszystko rozstawiając. Zanim wyszła, ścisnęła mnie za rękę.
Zaczęliśmy szkicować projekty.
„Zbudujesz coś” – powiedziała. „Nie zapomnij, skąd pochodzisz. I napisz do mnie”.
W trzeciej klasie liceum to „coś” zaczęło się dziać.