To zawsze byliśmy my.
Żadnej rodziny w pobliżu. Żadnych dziadków. Tylko ona i ja.
W domu odrabialiśmy lekcje przy kuchennym stole.
Przychodziła na każde szkolne przedstawienie, siedziała w pierwszym rzędzie i klaskała, jakbym była tam jedynym dzieckiem. Nigdy nie opuściła zebrania rodziców z nauczycielami. Jeśli nie było podjazdu, narzekała, aż w końcu się pojawił. Jeśli ktoś jej przeszkadzał, wtrącała się i kazała mu powtarzać jej to samo prosto w twarz.
Pierwszego dnia szkoły odwiozła mnie na wózku do drzwi, naprawiła paski mojego plecaka i powiedziała: „Jesteś odważniejsza, niż się czujesz. Udowodnij to”.
W domu odrabialiśmy lekcje przy kuchennym stole. Nauczyła mnie, jak bezpiecznie gotować. Kiedy płakałam z powodu przyjaciół, zauroczenia czy ocen, nie nazywała mnie dramatyczną.
Nigdy nie czułam się porzucona.