Ludzie mówili jej, żeby pozwoliła mnie adoptować „normalnej rodzinie”. Żeby była „realistką”.
Skinęła głową i zignorowała wszystkich.
Przeszła inspekcje i rozmowy, odpowiadała na protekcjonalne pytania o to, czy „da sobie radę” z dzieckiem, i sprzeciwiała się, gdy ludzie sugerowali, że niepełnosprawne kobiety nie powinny adoptować dzieci.
Kilka miesięcy później adopcja została sfinalizowana.
To zawsze byliśmy my.
Nazwała mnie Isabel.
Dla mnie ona nigdy nie była „kobietą, która mnie adoptowała”.
Ona była po prostu mamą.