Z Janettą byliśmy małżeństwem niemal trzy dekady. Dorosła trójka dzieci, dom pełen drobnych rytuałów, naszych żartów, i tych spokojnych wieczorów, kiedy po pracy człowiek nie potrzebuje już fajerwerków — tylko obecności.
Mniej więcej rok przed okrągłą rocznicą wpadłem na pomysł, by odnowienie przysięgi stało się czymś naprawdę osobistym. Planowałem to w tajemnicy i szukałem gestu, który nie byłby „kolejną kolacją”, ale czymś, co zostaje w sercu.
Wróciłem do umiejętności z młodości. Moja babcia kiedyś nauczyła mnie dziergać — zaczynałem od szalików, prostych swetrów, nieskomplikowanych rzeczy. Tym razem jednak postanowiłem podjąć się czegoś znacznie większego.