— Powtórzyliśmy badania — oznajmiła w końcu. — Nerki prawie nie pracują. Dodatkowo zbiera się płyn w płucach. Organizm jest skrajnie osłabiony.
- Rex był w służbie przez osiem lat.
- Wspierał poszukiwania zaginionych i działania operacyjne.
- Teraz jego ciało przestawało dawać radę.
Alex wciągnął powietrze, jakby próbował odsunąć od siebie to, co nieuniknione.
— A operacja? Nowy lek? Cokolwiek… choćby najmniejsza szansa? — zapytał, ściskając delikatnie kark psa, jakby tym gestem mógł zatrzymać czas.
Weterynarz powoli pokręciła głową.
— Gdyby była możliwość, powiedziałabym od razu. W tej chwili możemy jedynie przedłużać jego cierpienie. Najbardziej humanitarnym wyborem jest pozwolić mu odejść spokojnie.
Słowa zawisły w pomieszczeniu ciężko, jak zasłona. „Pozwolić odejść” brzmiało niemal niesprawiedliwie wobec psa, który tyle razy pomagał innym wrócić do domu.
Formalności zostały załatwione wcześniej. Tego samego ranka w komendzie podpisano zgodę, a Alex — z ręką, która drżała bardziej, niż chciałby przyznać — złożył swój podpis.
Funkcjonariusze podchodzili kolejno do stołu i głaskali Rexa po głowie, po szyi, po grzbiecie — tak, jakby tym dotykiem mogli przekazać mu wdzięczność, której nie dało się zamknąć w zdaniach.
— Byłeś najlepszym partnerem — wyszeptał jeden z nich.
Alex pochylił się do ucha psa.
— Jestem tutaj, przyjacielu. Nie musisz już niczego udowadniać.
Wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał — Rex poruszył się, jakby zbierał resztki sił na jeden, ostatni gest.
Pies z ogromnym wysiłkiem uniósł przednie łapy i owinął je wokół ramienia Alexa. Nie był to odruch przypadkowy. Wyglądało to tak, jakby Rex chciał przytulić się jak najbliżej — jakby w tej jednej sekundzie chciał powiedzieć wszystko naraz.
W gabinecie zapadła absolutna cisza. Rex nigdy wcześniej tak nie robił. Alex poczuł, jak ściska go w gardle, a łzy pojawiają się same, bez pytania o zgodę.
— Już dobrze… jestem… — wyszeptał, pochylając czoło nad psem.
Dr Kovács przygotowała strzykawkę, ale nagle zastygła w pół ruchu. Zmarszczyła brwi, jakby coś w zachowaniu psa nie pasowało do obrazu, który widziała przed chwilą w wynikach badań.
— Proszę… chwilę poczekać — powiedziała cicho.