„Nie musisz już walczyć. Jestem przy tobie.”
Tym razem jednak Rex ledwo unosił głowę. Oddychał nierówno, a jego łapy drżały prawie niezauważalnie, jakby ciało próbowało jeszcze dotrzymać kroku sercu.
Przy metalowym stole czekała dr Elena Kovács. Obok stał sprzęt do badań, a przy ścianie — dwóch funkcjonariuszy, którzy przyszli pożegnać psa w milczeniu. Nikt nie chciał być tym, kto jako pierwszy powie coś, co uczyni tę chwilę ostateczną.
— Proszę położyć go tutaj — powiedziała lekarka cicho, spokojnie, z tym rodzajem profesjonalnej łagodności, której nie da się wyuczyć z podręczników.
Alex ułożył Rexa na stole, ale nie cofnął dłoni z jego szyi. Znał każdy sygnał: sposób, w jaki pies reagował na zapach, jak stawiał uszy, gdy wyczuwał zagrożenie, jak uspokajał się pod dotykiem. Dziś wszystko było inne — przede wszystkim oddech. Za słaby. Za płytki.
Dr Kovács spojrzała na wyniki i przez moment milczała, jakby szukała słów, które nie zranią.