- Tata…
Odwróciłem się.
To był mój syn Mateo.
Pobiegł do mnie z szerokim uśmiechem.
- Tata!
Wskoczył mi w ramiona.
Poczułam, jak jego małe ramiona obejmują moją talię.
Moje serce pękło.
— Cześć, mistrzu — wyszeptałem.
Wtedy podniosłem wzrok.
Lucía stała kilka metrów dalej.
Wyglądała inaczej.
Szczuplejszy, ale i spokojniejszy.
Jej oczy nadal były takie same.
— Cześć, Danielu — powiedziała łagodnie.
Siedzieliśmy na ławce w parku, a Mateo bawił się w pobliżu.
Przez kilka minut nikt się nie odzywał.
Na koniec powiedziałem:
— Straciłem pracę… i straciłem wszystkie oszczędności.
Lucía spojrzała na mnie z mieszaniną zaskoczenia i współczucia.
- Przepraszam.
Te słowa sprawiły, że spuściłem głowę.
— Nie zasługuję na twoje współczucie — odpowiedziałem. — Byłem okropnym mężem.