W końcu podszedł do mnie, szarpiąc za krawat.
„Czy możemy porozmawiać?” zapytał.
„Myślę, że powiedziałeś już wystarczająco dużo.”
„Proszę” – powiedział. „Pięć minut”.
„Nie jestem tym Markiem, za którego mnie uważasz.”
Wyprowadził mnie bocznymi drzwiami w chłodną noc. Za nami dudniła muzyka.
Zdjął rękę z mojego ramienia.
Reklama