„Martwię się” – powiedziałem.
„Masz nad wszystkim kontrolę” – mawiała.
„Różnica wieku plus historia…”
„To twój problem” – wtrąciła. „Nie mój”.
Około rok później pojawiła się w moim domu, z błyszczącymi oczami i drżącą ręką.
„Wyciąłbyś mnie?”
Wyciągnęła go. Duży diament.
„Mamo, kocham Marka” – powiedziała. „Oświadczył się. Bierzemy ślub za trzy miesiące. Zaakceptuj to albo zerwiemy wszelkie kontakty”.
Reklama