Na chwilę w holu zapadła kompletna cisza. Recepcjonistka przestała pisać. Pracownik stojący obok odwrócił się zaskoczony. Rodzice zamarli, z bijącymi sercami, czekając na jego reakcję.
Agent Reynolds zamrugał, początkowo zaskoczony powagą, z jaką młoda kobieta mówiła. Potem jego wyraz twarzy złagodniał całkowicie. Powoli wyciągnął rękę, uważając, by jej nie przestraszyć, i położył uspokajająco dłoń na jej ramieniu.
„O nie” – powiedziała cicho. „Kochanie, siniaki są straszne, ale nie zabijają. Twój młodszy brat ma się dobrze”.
Podniosła głowę, a na jej rzęsach pojawiły się łzy.
„Naprawdę?” zapytała ledwo słyszalnym głosem.
„Naprawdę” – powiedział pewnie. „Rodzeństwo czasem ma siniaki, a one się goją. Ważne, że nie chciałeś jej skrzywdzić i że nauczyłeś się tego więcej nie robić”.