Stałem na sali sądowej w skórzanej kamizelce, trzymając szesnastolatka w pomarańczowym kombinezonie, podczas gdy cała sala patrzyła z niedowierzaniem. Marcus trzymał mnie mocno, trzęsąc się, z twarzą wtuloną w moją pierś. Sędzia wyglądał na zdezorientowanego, prokurator na oburzonego, a moja żona cicho płakała w ostatnim rzędzie.
„Panie Patterson” – powiedział sędzia, starannie dobierając słowa – „ten młody człowiek właśnie przyznał się do winy w sprawie o zabójstwo w wypadku drogowym. Odebrał życie pańskiej córce. Był pod wpływem alkoholu. Zmienił pańską rodzinę na zawsze. Czy mógłby pan wyjaśnić sądowi, dlaczego go pan obejmuje?”
Nie puściłem Marcusa. Po prostu zacisnąłem mocniej dłoń, żeby go unieruchomić. „Wysoki Sądzie” – powiedziałem – „zanim wydacie wyrok, chciałbym złożyć oświadczenie”.
Sędzia skinął głową. W sali zapadła cisza.
Dopiero wtedy odsunęłam się, trzymając się na tyle blisko, by Marcus wiedział, że nie jest sam. Moje ręce drżały, gdy odwracałam się w stronę sali sądowej. Przez pół roku obawiałam się tej chwili. Sześć miesięcy od wypadku. Sześć miesięcy od pogrzebu córki.
„Moja córka, Linda, miała siedemnaście lat, kiedy zginęła” – zacząłem. „Jechała do domu od koleżanki późnym wieczorem w sobotę. Było około jedenastej. Marcus przejechał na czerwonym świetle z prędkością siedemdziesięciu mil na godzinę. Był pod wpływem alkoholu. Uderzył w jej drzwi od strony kierowcy. Zginęła na miejscu”.