Agata przyszła na świat wczesnym rankiem, kiedy za oknami szpitala położniczego wirował pierwszy śnieg. Lekarze powiedzieli matce: „Dziewczynka jest bardzo słaba, trzeba być gotowym na wszystko”. Lecz stary dziadek Makar, który przyjechał do miasta wbrew zakazom, stukał laską o podłogę i krzyczał tak donośnie, że aż ściany zdawały się drżeć:
— Cicho! Moja krew przeżyje, słyszycie? Ona ma charakter po przodkach, jeszcze góry przeniesie!
Wypędził z sali zapłakaną synową Weronikę, nakrzyczał na ordynatora, a potem, gdy został sam z maleńkim zawiniątkiem, nagle ucichł. Patrzył na pomarszczoną twarzyczkę i szeptał:
— Tylko się trzymaj, maleńka. Dziadek cię nie zostawi. Jeszcze będziesz biegać tak, że mnie, starego, przegonisz.
Stał się cud. Dziewczynka zaczęła wracać do zdrowia, a dokładnie rok później, gdy Makar doglądał rozsady na parapecie, podczołgała się do niego, chwyciła go za nogawkę i wyraźnie powiedziała po raz pierwszy:
— Dziadzia!
Makar chrząknął, odwrócił się do okna, żeby nikt nie widział jego łez, i pogłaskał wnuczkę szorstką dłonią po głowie.
Trzy miesiące później już go nie było. Serce zatrzymało się we śnie — cicho i bez cierpienia.
Pochowano Makara na starym wiejskim cmentarzu przy zapomnianej cerkiewce. W Gribanowce została też jego chata — drewniana, z rzeźbionymi okiennicami i wysokim piecem, który sam kiedyś wymurował. Weronika proponowała sprzedać ziemię, ale Dmitrij tylko kręcił głową:
— Nie. Tam jest duch ojca. I Agacie to miejsce jest potrzebne. Będzie tam nabierać siły.
Lata mijały szybko, ale zdrowie Agaty wciąż wisiało na cienkiej nitce. Wystarczyło, że listopadowe niebo poszarzało, że mokry śnieg przykleił się do szyb, a dziewczynka zaczynała kaszleć. Potem rosła gorączka, bolały uszy i znów trafiały z Weroniką do szpitalnej sali pachnącej chlorem i rozpaczą.
Weronika była u kresu sił. Nauczyła się robić zastrzyki, zakładać kroplówki i rozpoznawać temperaturę dziecka po samych ustach. Nie spała nocami, wsłuchując się w oddech córki. Dmitrij krążył między pracą a domem i czuł, jak rodzina przecieka mu przez palce jak piasek.
— Mamo, niech ona choć trochę pospaceruje — prosił czasem, patrząc, jak Agata przykleja się do okna, za którym dzieci lepiły bałwana.
— Nie! — odpowiadała Weronika twardo. — Ty nie rozumiesz. Nie możemy ryzykować. Znowu szpital, znowu rurki, kroplówki… ja tego nie zniosę!
— A ona zniesie? — pytał cicho. — Żyje jak w klatce.
Pewnego wieczoru Dmitrij usiadł naprzeciw żony i powiedział stanowczo:
— Dość. Wziąłem urlop bezpłatny. Jedziemy do Gribanowki.
Weronika uniosła wzrok.
— Nie.
— Co znaczy „nie”?
— Tam jest zimno, przeciągi, piec, wyłączają prąd. Chcesz wykończyć córkę?
— Chcę ją wyrwać z tej klatki! Tam jest powietrze, ziemia, przestrzeń!
Po długiej ciszy Weronika westchnęła.
— Dobrze. Ale tylko jeśli będzie wam ciepło. Przyjadę na Nowy Rok, jak tylko zdołam.
Dmitrij zadzwonił do sąsiadki z rodzinnej wsi, Anny Fiodorowny, zwanej babą Niurą. Ta od razu zaprosiła ich do siebie, zapewniając, że pokój już nagrzany i samowar nastawiony. Kiedy odłożyła słuchawkę, poprawiła rękaw wełnianego swetra. Na jej nadgarstku ciasno zawiązane były trzy nitki: czerwona, niebieska i czarna. W półmroku błysnęły jej oczy.
Droga do Gribanowki była długa. Agata patrzyła przez okno, jak miasto ustępuje miejsca zasypanym śniegiem polom i ciemnemu lasowi. Gdy dotarli, Makarowa chata stała ciemna i milcząca, a z domu obok wyszła drobna staruszka w puchowej chustce.
W domu baby Niury pachniało ciastem i suszonymi ziołami. Na ścianach wisiały pęki mięty i dziurawca, na półkach stały gliniane garnki. Agata jadła gorącą ziemniaczaną kolację i nagle zauważyła kolorowe nitki na ręce gospodyni.
— A co to za śliczne nitki? — spytała.
Staruszka drgnęła i szybko naciągnęła rękaw.
— To tak, na pamiątkę. Żeby o ważnych rzeczach nie zapomnieć.
Wieczorem Dmitrij wyszedł na ganek. Mróz szczypał w nozdrza, niebo było pełne gwiazd. Nagle zobaczył słabe światło w oknie ojcowskiej chaty. Po chwili po pokoju przesunął się ludzki cień. Przetarł oczy. Dom był przecież zamknięty. Za jego plecami rozległ się cichy głos baby Niury:
— Co nie śpisz, Dima?
— Zdawało mi się, że w domu ojca świeci się światło.
— Księżyc — odparła. — Idź spać. Rano wszystko wygląda inaczej.
Tymczasem w starej chacie dusza Makara błąkała się między pokojami. Nie mogła odejść — trzymała ją niewidzialna nić przywiązana do domu, do ziemi, do rodu. Nagle w progu stanęła Anna Fiodorowna z lampą naftową.
— Długo na ciebie czekałam, Makarze — powiedziała.
Wyznała mu swoją dawną krzywdę: kiedyś obiecał jej małżeństwo, a potem wybrał inną kobietę. Przez dziesięciolecia żyła sama, karmiąc się żalem. Twierdziła, że czerwone, niebieskie i czarne nitki na jej nadgarstku to losy jego bliskich: żony, syna i wnuczki. Zagroziła, że jeśli Makar nie „zostanie z nią”, zerwie wszystkie trzy i zniszczy jego ród.
Tej samej nocy Agacie przyśnił się dziadek. Prosił ją o pomoc, ostrzegał przed babą Niurą i mówił, że tylko przebaczenie może odebrać złu siłę. Rano dziewczynka obudziła się blada i poprosiła ojca, by nigdzie nie chodził bez niej.
Później razem weszli do chaty Makara. W zimnym domu znaleźli na zakurzonej podłodze dziwne ślady. Za ikonami Agata odkryła stare zdjęcie młodego Makara z piękną dziewczyną. Na odwrocie widniał napis: „Niura, na pamiątkę. 1957”. Dmitrij zrozumiał, że ojciec i sąsiadka rzeczywiście mieli wspólną przeszłość.
Wieczorem przyszła wiadomość od Weroniki — przyjedzie następnego ranka. Agata nagle pobladła jeszcze bardziej.
— Tato, odbierz mamę jak najwcześniej. Nie pozwól jej długo być samej.
Tej nocy baba Niura siedziała po ciemku i przesuwała palcami po nitkach na nadgarstku. Mamrotała zaklęcia, których nauczyła ją kiedyś wędrowna Cyganka. Czarna nić w jej dłoniach nagle spłonęła na popiół. Rytuał został zakończony.
Nad ranem Dmitrij pojechał na stację po Weronikę, a Agata została sama. Anna Fiodorowna zjawiła się prawie natychmiast.
— Chodź do mnie na herbatę z maliną — powiedziała z dziwnym uśmiechem.
— Nie. Pan jest zła — odpowiedziała Agata, patrząc jej prosto w oczy. — Trzyma pani mojego dziadka, żeby się męczył. Chce pani, żebyśmy umarli. Wiem o nitkach.
Staruszka zesztywniała. Agata, drżąc, powiedziała jeszcze:
— Dziadek prosi o wybaczenie. Ja też proszę. Proszę nas puścić. Złość zjada panią od środka.
Na moment twarz starej kobiety zmiękła. Spojrzała na własne dłonie i przeraziła się — skóra była cienka jak pergamin, jakby naprawdę sama znikała od nienawiści.
W tej chwili za oknem rozległ się odgłos samochodu. Przyjechali Dmitrij i Weronika. Agata chwyciła babę Niurę za rękę. Staruszka krzyknęła — czarna nitka zadymiła się. Dziewczynka nie puszczała.
— Proszę wybaczyć! Jemu i sobie!
Drzwi otworzyły się szeroko. W progu stanęła Weronika, rozświetlona zimowym słońcem, z białą chustą rozpiętą za plecami jak skrzydła. W pokoju błysnęło światło. Czerwona, niebieska i czarna nitka pękły jedna po drugiej i rozsypały się w pył. Została tylko biała.
Anna Fiodorowna opadła na kolana i rozpłakała się.
— Wybaczcie mi. Myślałam, że zemsta da mi ukojenie, a tylko pożarła mnie samą.
— Bóg wybacza — powiedziała Weronika, pomagając jej wstać. — I my też.
W kącie pokoju ukazał się Makar. Już nie tak jak wcześniej — bardziej jasny, spokojny, prawie żywy.
— Dziękuję, Niuro. Dziękuję, wnuczko. Teraz mogę odejść.
Pożegnał się z synem, synową i Agatą, prosząc, by się strzegli i pamiętali, że siła rodu żyje w dziewczynce. Potem spojrzał ku górze i rozpłynął się w błękitnym świetle.
Na wiosnę cała rodzina przeniosła się do Gribanowki. Wyremontowali dom Makara, założyli ogród, kupili kury. Agata przestała chorować. Zupełnie. Jakby ktoś niewidzialny wyłączył w niej mechanizm niekończących się dolegliwości.
Anna Fiodorowna żyła jeszcze kilka lat. Opiekowała się Agatą, uczyła ją ziół i robienia na drutach. Na jej nadgarstku pozostała tylko biała nitka. Przed śmiercią przekazała dziewczynce dawną wiedzę, prosząc, by używała jej wyłącznie dla dobra.
Na grobie baby Niury Agata posadziła biały bez. Na grobie dziadka Makara — czerwony. Każdej wiosny kwitną razem, splatając gałęzie nad wiejskim ogrodzeniem.
A nad gankiem ich domu zawisły trzy nici — czerwona, niebieska i biała — splecione w jeden piękny amulet. Na szczęście, na miłość i na długie życie.