Leo, jej mąż, leżał na kanapie — dokładnie tam, gdzie wcześniej zwijała się z bólu. Nie podniósł nawet wzroku.
— No wreszcie — mruknęła Helen, teściowa Mai, wpatrzona w ekran tabletu. — Musieliśmy zamówić pizzę. Gdzie ty byłaś cały dzień? W domu bałagan.
Leo rzucił kontroler na stolik i odwrócił się gwałtownie. Na jego twarzy malowała się irytacja, jakby cała sytuacja była wyłącznie jego niewygodą.
— Ty w ogóle wiesz, która jest godzina? — podniósł głos. — Ja harowałem cały dzień, a wracam do mokrej podłogi i bez obiadu. Myślisz, że jesteś królową?
W takich chwilach najbardziej boli nie zmęczenie, lecz to, że nikt nie pyta: „Czy wszystko w porządku?”.
Maya oparła się o ścianę, żeby nie osunąć się na podłogę. Mówiła cicho, jakby każde słowo kosztowało ją resztkę sił.
— Byłam na SOR-ze, Leo. Pisałam do ciebie. Dzwoniłam…
— Byłem zajęty! — przerwał. — Zawsze wymyślasz dramę, żeby wymigać się od obowiązków!
Maya spojrzała mu prosto w oczy — w oczy człowieka, którego kiedyś kochała, a którego teraz ledwie poznawała.
— Poroniłam — powiedziała bez ozdobników. — Dziecka już nie ma. Lekarz powiedział, że organizm nie wytrzymał…
Przez moment zapadła cisza. Maya czekała na choćby cień współczucia, na jedno słowo, które potwierdzi, że nie jest sama.
Zamiast tego Leo skrzywił się pogardliwie.
— Daj spokój. Kłamiesz, bo zapomniałaś o zakupach — syknął. — Żałosne.
Atmosfera zrobiła się ciężka, a sytuacja — niebezpieczna. Maya cofnęła się o krok, ale nie miała już dokąd uciec.
- Wróciła po trudnym pobycie w szpitalu, potrzebując spokoju i opieki.
- Zamiast wsparcia usłyszała pretensje o dom i jedzenie.
- W domu panowały napięcie i chłód, które szybko przerodziły się w strach.
Wybuch Leo był gwałtowny; w jego zachowaniu nie było troski, tylko wściekłość. Maya poczuła, że przekracza granicę, której nigdy nie powinno się przekraczać w żadnym domu. Słowa raniły, a dalsze gesty stały się groźbą, której nie dało się zignorować.
— Wstań. I posprzątasz to wszystko teraz — warknął, robiąc krok w jej stronę.
Maya zadrżała. Chciała tylko zniknąć, znaleźć bezpieczne miejsce, ale ciało odmawiało posłuszeństwa. Wtedy wydarzyło się coś, czego nikt w salonie się nie spodziewał.
Z mroku przy drzwiach wysunęła się dłoń w czarnej, skórzanej rękawiczce kierowcy. Silny uścisk zatrzymał Leo w pół ruchu — stanowczo, bez krzyku, jakby ktoś wreszcie postawił jasną granicę.