Szukałem pracy w kilku firmach w okolicach Guadalajary, ale wszystkie oferowały znacznie niższe pensje. Niektóre nawet do mnie nie oddzwoniły.
Potem przypomniałem sobie coś, co mnie trochę pocieszyło.
Moje pieniądze.
Przez lata wysyłałem prawie całą swoją pensję mojej matce.
Łącznie z oszczędnościami, premiami i nadgodzinami… musiało to być prawie pięć milionów pesos.
Pomyślałem:
„Nieważne. Nawet jeśli znalezienie innej pracy zajmie trochę czasu, nadal mam te pieniądze”.
Więc wsiadłem do autobusu i pojechałem do małego miasteczka, w którym mieszkała moja matka.
Podróż wydawała się dłuższa niż zwykle.
Kiedy przybyłem, zastałem ją siedzącą na patio i obierającą opuncje na lunch.
— Mamo — powiedziałem — przyszedłem po pieniądze, które ci dałem na przechowanie.
Powoli podniosła oczy.
— Jakie pieniądze?
Myślałem, że żartuje.
— Pieniądze, które ci wysyłałem przez te wszystkie lata. Moje oszczędności. Prawie pięć milionów.
Moja matka milczała przez kilka sekund.
Potem westchnęła.