Nazywam się Katie. Kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży, mój mąż Ron zginął w wypadku samochodowym.
W jednej chwili wszystko się rozsypało: wiadomość przyszła nagle, a potem już tylko formalności, cisza i poczucie, że świat przestał mieć jakikolwiek sens. Stres i wstrząs okazały się dla mnie zbyt duże — straciłam również nasze nienarodzone dziecko.
Pogrzeb odbył się przy zamkniętej trumnie. Rona pochowano obok naszego maleństwa. W tamtym dniu miałam wrażenie, że grzebię nie tylko najbliższych, ale i całe swoje przyszłe życie: dom, rodzinę, plany, bezpieczeństwo.