Położyłem palec na ustach.
Mason skinął głową powoli i uroczyście. „Powiedziała, że tym razem muszę policzyć do stu”.
Wyprostowałem się i poszedłem korytarzem.
Drzwi sypialni były zamknięte. Za nimi słyszałam cichą, przytłumioną muzykę. Stłumiony kobiecy śmiech. Potem męski głos, ledwo słyszalny, mamroczący coś niezrozumiałego.
Serce mi się ścisnęło.
Byłem pewien, że już wiem, czyj to głos.
Powiedziała, że tym razem muszę policzyć do stu.
Zgromadziłam całą sprawę przeciwko mężowi. Stojąc na tym korytarzu, słysząc muzykę i śmiech dobiegający spod drzwi, byłam o tym absolutnie przekonana.
Znalazłem zapasowy klucz na haczyku w szafie na pościel. Wziąłem głęboki oddech, otworzyłem drzwi i pchnąłem je.
Świece na stoliku nocnym. Z telefonu opartego o lampkę dobiega łagodna muzyka. Płatki róż zasypują podłogę. I Alice, stojąca pośrodku mojego pokoju, ubrana w moją paryską sukienkę, jakby żyła tym życiem od tygodni.
Ponieważ to zrobiła.
Znalazłem zapasowy klucz na haczyku w szafie na pościel.
Obok niej mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziałam, chwycił koszulę ze swojego krzesła.
Wyraz twarzy Alicji zmienił się z szoku na coś, co niemal przypominało oburzenie, jakbym to ja była intruzem.
„Sh-Sheryl?! Co ty tu robisz?!” wykrzyknęła. „Nie powinnaś tego widzieć!”
Spojrzałam na nią. Spojrzałam na mężczyznę. Spojrzałam na swoją sukienkę, świece i płatki róż na podłodze.
„Ty” – powiedziałem, gapiąc się na niego. „Wynoś się z mojego domu. Natychmiast”.
Mężczyzna zdjął kurtkę i zniknął, zanim zdążyłem skończyć mówić.
"Nie miałeś tego widzieć!"
Odwróciłam się do Alicji i wszystko, co pamiętałam, nagle powróciło.
„Od jak dawna to trwa?”
Alicja skrzyżowała ramiona. „Nie o to chodzi…” – zaczęła.
„Alice. Jak długo?” zapytałem, przerywając jej.
Westchnęła. „Kilka tygodni. Przychodził, kiedy byłaś w pracy. Wpuszczałam go, kiedy Mason liczył. Szedł prosto do sypialni, a ja zamykałam drzwi. Mason myślał, że to część gry”.
„Przyszedłby, kiedy byłbyś w pracy”.
Wpatrywałam się w nią. „Wykorzystałaś moje dziecko jako wymówkę. Czy zdajesz sobie sprawę, czego go właśnie nauczyłaś? Że dorośli mogą prosić go, żeby coś ukrywał przed matką”.
Zaczęła coś mówić. Nagle jej przerwałem.
„Wpuściłeś obcego do mojego domu. Nosiłeś moje ubrania bez pytania. Zapaliłeś świece w moim pokoju, kiedy mój syn bawił się sam na korytarzu. I kazałeś mu obiecać, że niczego przede mną nie ukryje”. Mój głos stał się głębszy. „Jesteś zwolniony. Zabierz swoje rzeczy i wyjdź”.
„Czy rozumiesz, czego go właśnie nauczyłeś?”
„Proszę, Sheryl... Potrzebuję tej pracy, pozwól mi wyjaśnić...” błagała, robiąc mały krok w moją stronę.
„Nie ma co wyjaśniać. Dzwonię dziś do agencji. I wieczorem opublikuję wiadomość na grupie sąsiedzkiej. Wszyscy rodzice, którzy rozważają zatrudnienie ciebie, będą dokładnie wiedzieć, co się stało”.
Złapała torbę i wyszła, a drzwi wejściowe zamknęły się za nią z tak głośnym kliknięciem, że niemal poczuła ulgę.