– Co dokładnie jest gotowe? – zapytałam, czując, jak napięcie ściska mi żołądek.
– Prawdziwe życie rodzinne – odparł. – Nie szukam kobiety tylko do spotkań. Szukam gospodyni. Chcę zobaczyć, jak kobieta dba o dom i o mężczyznę.
Zbliżył się i powiedział ciszej, jakby zdradzał mi ważną zasadę świata:
– Specjalnie nie umyłem naczyń. Chcę sprawdzić, jak sobie radzisz. Słowa nic nie znaczą. Kuchnia mówi prawdę.
- W jednej chwili z „kolacji” zrobił się test.
- Z zaproszenia – wymaganie.
- Z rozmowy o bliskości – próba ustawienia mnie w roli.
Stałam w ładnej sukience, w obcym domu, patrząc na górę brudnych naczyń, którą ktoś przygotował nie z roztargnienia, tylko celowo. I na człowieka, który oczekiwał, że bez słowa zacznę sprzątać, by udowodnić, że „się nadaję”.