Mężczyzna zaprosił mnie na kolację do siebie, a zamiast stołu pełnego jedzenia zobaczyłam w zlewie górę naczyń i produkty na blacie. Spokojnie oznajmił: „Chcę sprawdzić, czy umiesz prowadzić dom”

– Linda, chcę przygotować dla ciebie coś wyjątkowego – powiedział przez telefon. – W restauracjach jest głośno. U mnie możemy porozmawiać w ciszy.

Ta propozycja brzmiała przyjemnie. Mężczyzna, który sam z siebie mówi o gotowaniu, wydawał się miłą odmianą. Kupiłam pudełko jego ulubionych słodyczy i pojechałam do niego w naprawdę dobrym nastroju.

Znamy się od około dwóch miesięcy, ale jego mieszkanie miałam zobaczyć pierwszy raz. W mojej głowie oznaczało to krok do przodu – taki cichy sygnał, że traktujemy się poważnie.

Wchodząc do czyjegoś domu, często wchodzimy też w jego zasady. Pytanie brzmi: czyje to mają być zasady?

David otworzył drzwi z uśmiechem. Wyglądał schludnie i pewnie.

– Pięknie wyglądasz – powiedział, pomagając mi zdjąć płaszcz.

Mieszkanie było przestronne, z wysokim sufitem. W przedpokoju panował porządek, ale powietrze sprawiało wrażenie ciężkiego, jakby okna od dawna nie były otwierane.

W salonie na stole stały dwa kieliszki. Tylko tyle.

– Kolacja będzie zaraz? – zapytałam spokojnie. – Zrobiłam się głodna.

– Oczywiście – odpowiedział, jakby to było oczywiste. – Chodź do kuchni.

Weszłam i… zatrzymałam się w pół kroku.

Zlew był wypełniony po brzegi brudnymi naczyniami: talerze, garnki, patelnie – wszystko w nieładzie, jak po kilku dniach. Na blacie leżały produkty, rozłożone bez ładu i planu.

David spojrzał na mnie z miną człowieka, który właśnie dopiął swojego scenariusza.

– No i proszę – oznajmił. – Wszystko gotowe.