Emma patrzyła na niego, niepewna, czy to prawda.
„Nie mam dyplomu” – powiedziała.
„Czy jesteś zdyscyplinowany?” zapytał.
"Tak."
Czy jesteś punktualny?
"Tak."
Czy łatwo się poddajesz?
Jego wzrok ponownie padł na pudełko mleka w proszku.
"NIE."
„Masz więc kwalifikacje wymagane do przejścia rozmowy kwalifikacyjnej”.
Łza spłynęła jej po policzku, nie zdążyła jej powstrzymać.
„Nie chcę traktowania preferencyjnego” – powtórzyła drżącym głosem.
„Nie dostaniesz tego” – odpowiedział stanowczo. „Będziesz miał okazję”.
Spojrzał na Lily. „I następnym razem kupi płatki.”
Emma mimowolnie zaśmiała się cicho.
„Wpadnij w poniedziałek” – powiedział. „Poproś o spotkanie z moją asystentką. Przynieś CV, jakąkolwiek wersję masz”.
"Ja... ja to zrobię."
Daniel odsunął się, żeby pozwolić jej wziąć zakupy. Kiedy odchodziła z wózkiem, kilku klientów dyskretnie skinęło głowami, by ją wesprzeć.
Na zewnątrz świeże powietrze musnęło jej twarz. Emma zapięła Lily w foteliku samochodowym i delikatnie włożyła do środka dziecko.
Przez chwilę pozostała za kierownicą, wpatrując się w wizytówkę, którą trzymała w dłoni.
Po raz pierwszy od miesięcy poczuła coś niezwykłego.
Mieć nadzieję.
W poniedziałkowy poranek Emma stała przed eleganckim szklanym budynkiem, w którym mieściła się siedziba Whitmore Holdings.
Pożyczyła marynarkę od sąsiadki i napisała CV w bibliotece. Nie było to nic imponującego: dyplom ukończenia szkoły średniej, lata pracy jako kelnerka, praca na kasie, krótka próba zdobycia wyższego wykształcenia, zanim jej życie zmieniło kierunek.
Ale i tak weszła.
Recepcjonistka uśmiechnęła się ciepło. „Pan pewnie jest panią Carter”.
Emma mrugnęła. „Tak.”
„Pan Whitmore czeka na ciebie.”
Rozmowa kwalifikacyjna nie przebiegła zgodnie z planem. Nie było podchwytliwych pytań. Nie było też pytań o okresy bezrobocia.
Zamiast tego Daniel zadał jej pytania o dzieci, jej cele i co dla niej oznacza stabilizacja.
„Nie chcę luksusu” – przyznała. „Chcę po prostu przestać się bać za każdym razem, gdy płacę kartą”.
Daniel odchylił się lekko do tyłu. „To nie jest nierozsądne”.
Pod koniec spotkania wstał i wyciągnął rękę.
Witamy na pokładzie.
Emma spojrzała na niego. „Tak?”