W tym momencie wystąpił Daniel Whitmore.
„Przepraszam” – powiedział cicho.
Emma zesztywniała, przygotowując się na osąd. Zamiast tego jej ton był spokojny, wręcz niepewny.
„Zapomniałeś o jednym elemencie.”
Lekko zmarszczyła brwi. „Nie, nie zrobiłam tego”.
„Tak” – powiedział cicho, podnosząc formułę i odkładając ją z powrotem na taśmę. „Zapomniałeś o tym”.
Emma się zarumieniła. „Przykro mi, ale mnie na to nie stać…”
„Wiem” – przerwał delikatnie. „Właśnie dlatego chciałbym”.
Kasjer spojrzał na nich wszystkich po kolei.
Daniel zwrócił się do niej. „Proszę to oddać”.
Emma natychmiast pokręciła głową. „Nie mogę ci na to pozwolić”.
„Nie” – odpowiedział. „Pozwalasz komuś sobie pomóc”.
Przyglądała mu się uważnie. Nie wydawał się arogancki. Nie wydawał się żałosny. Wydawał się... szczery.
„Nie chcę jałmużny” – mruknęła.
„Ja też nie” – odpowiedział. „Potraktuj to jak inwestycję”.
Zamrugała. „Inwestycja?”
„W przyszłości” – powiedział po prostu, wskazując brodą na śpiące dziecko.
Kasjer zawahał się. „Proszę pana, jest pan pewien?”
Daniel wyjął swoją kartę. „Dodaj wszystko. Absolutnie wszystko”.
Maszyna wydała sygnał dźwiękowy, gdy nacisnął przycisk, aby zapłacić.
Paragon został wydrukowany.
Nad kasą zapadła grobowa cisza. Kilku klientów uśmiechnęło się lekko. Starsza kobieta otarła oczy.
Emma poczuła, jak ściska ją w gardle. „Nawet nie wiem, jak ci dziękować”.
Daniel wręczył mu paragon, ale nie oddał go od razu.
„Pracujesz?” zapytał ostrożnie.
„Tak” – odpowiedziała, obronnie, ale szczerze. „W Rosie's Diner. Wieczorem”.
„A w ciągu dnia?”
Spojrzała na syna. „Zajmę się nimi”.
Skinął głową z namysłem. „Czy rozważyłby pan pracę gdzie indziej?”
Jej oczy lekko się zwęziły. „Co masz na myśli?”
Daniel sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął prostą wizytówkę.
Daniel Whitmore
Whitmore Holdings
Emma zerknęła na niego, a potem spojrzała jeszcze raz. Nazwa wydała jej się znajoma. Widziała ją w gazetach: nieruchomości, inwestycje technologiczne, lokalne projekty rozwojowe. Miliarder znany z wykupywania podupadających firm i stawiania ich na nogi.
„Czy ty jesteś tym Whitmore’em?” zapytała cicho.
Uśmiechnął się lekko, niemal zawstydzony. „Tak.”
W sklepie zrobiło się teraz jeszcze ciszej.
„Jestem właścicielem kilku firm w mieście” – kontynuował. „Jedna z nich prowadzi żłobek dla pracowników. Rozwijamy się i potrzebujemy pracowników administracyjnych. To stabilna praca z benefitami i elastycznymi godzinami pracy”.