Wszedł do mojego salonu, usiadł na sofie i położył nogi na stoliku kawowym. Stoliku, który Richard i ja kupiliśmy na pchlim targu w pierwszym roku naszego małżeństwa. Skończyliśmy go razem w garażu.
„Czy mógłbyś mi przynieść wodę?” krzyknął. „Z cytryną. Tak, z dużą ilością lodu”.
Przyniosłem mu wodę. Tak, z cytryną. Za dużo lodu.
Westchnęła, jakby go uraziła. „Czy Richard jest na ciebie zły? Nie lubi, jak się coś robi w ten sposób”.
„Jak Richard lubi, gdy się coś robi?” – zapytałem.
Współwłasność. Współefektywność. Współszacunek dla gości.
„Czy jesteś stałym klientem?”
„Jestem tu w każdy wtorek i czwartek, kiedy jego żona pracuje” – powiedział, jakby recytował harmonogram. „Czasami w soboty, jeśli jest w klubie książki”.
Nie mam klubu książki. Nie pracuję we wtorki ani czwartki od dwóch miesięcy, odkąd zmieniłam grafik. Richard nie był świadomy tej zmiany.
„Wygląda na to, że wiesz sporo o jego żonie” – powiedziałem.
Zaśmiała się. „Wiem wystarczająco dużo. Starsza”. Poniosła się. „To jest denerwujące”.
Richard zostaje z nią wyłącznie z wygody. Utrzymanie jej kosztuje go mniej niż rozwód. Powtarza to bez przerwy. Zdradziła go, gdy był młody, zanim się zorientował.
Teraz ma do czynienia z niechlujną kobietą, która prawdopodobnie nawet nie wie, co to jest botoks.
Roztargnionym ruchem dotknąłem twarzy. Trzydzieści siedem lat. Kilka zmarszczek, owszem, ale zaniedbany wygląd.
„Richard zasługuje na kogoś lepszego” – kontynuowała. „Kogoś młodego. Przystojnego. Kogoś, kto rozumie jego potrzeby. A nie gospodynię domową, która pewnie myśli, że pozycja misjonarska to ptaszek”.
„Może pójdę do pracy” – zasugerowałem.
—Oj, daj spokój. Richard mówi, że ma małą posadę w firmie. Pewnie recepcjonistę albo coś w tym stylu. Nic ważnego.
Moja mała praca: zarządzanie firmą, którą założyłem 8 lat temu. Tę, która zatrudnia 200 pracowników. Tę, która finansuje ten dom, samochód Richarda i jego biuro, które od 3 lat przynosi straty.
„Firma Richarda musi prosperować” – powiedziałem.
Pociągnęła nosem. „Między nami wszystko jest w porządku. Ale tak to już jest, gdy jest się zbyt miłym. On potrzebuje kobiety, która popchnie go do bezwzględności. Z drugiej strony, jego żona prawdopodobnie podsyca jego wrażliwość. Może to ona płaci rachunki, podczas gdy on z trudem wiąże koniec z końcem ze swojej skromnej pensji”.
Proszę. Richard jest właściwym człowiekiem do tej pracy. Zaspokaja wszystkie nasze potrzeby.
Poszedłem do kuchni i wyjąłem telefon.
Richard był w swoim klubie golfowym. Sobotni plan dnia uległ zmianie.
Wysłałem mu wiadomość, żeby natychmiast wracał do domu. Nagły wypadek w domu.
Odpowiedział, że jest w trakcie gry.
Eпvié υп meпsaje de texto diciepdo que el techo de Ņ officiпa se había colυmbado.
Będę w domu za 15 minut.
Wróciłem z Alexisem.
„Richard już w drodze”.
„Proszę”. Uśmiechnął się ponownie. „Miałem nadzieję zrobić ci niespodziankę. Jedziemy do Cabo w przyszłym tygodniu. Zarezerwowałem willę i wszystko inne”.
Cabo jest ładne. Drogie.
Richard płaci. Oczywiście. Zawsze płaci. Tak robią prawdziwi mężczyźni.
Jak długo jesteście razem?
Sześć miesięcy. Sześć najlepszych miesięcy mojego życia. Kupuje mi wszystko, czego chcę. Zabiera mnie do najlepszych restauracji. Czy wiesz, że wydał 8000 dolarów na mój naszyjnik urodzinowy?
Wiedziałam o tym, bo widziałam wyciąg z karty kredytowej naszego wspólnego konta, które spłacam z mojej niewielkiej pensji.
„To hojne.”
Powiedziałem, że był bardzo hojny wobec tej kobiety. Jego żona pewnie kupuje kwiaty w supermarkecie i obiady w restauracjach sieciowych.
"Prawdopodobnie się spotkaliśmy."
Samochód Richarda zatrzymał się.
Wpatrywał się w sufit swojego biura, spanikowany. Najpierw dostrzegł Alexis. Zbladł.
Potem mnie zobaczył.
Stało się bielsze.
—Richard! —Alexis zerwał się na równe nogi—. Niespodzianka! Przyszedłem cię zobaczyć.
"Alexis, co tu robisz?"
„Przyszedłem cię odwiedzić, idioto. To dzięki tobie się tu dostałem. To bardzo dobrze, swoją drogą. Może chciałbyś ją zastąpić.”
"Moja pomoc?"
Spojrzał na mnie.
Uśmiechnąłem się.
Utrzymywałem niewzruszony uśmiech, podczas gdy twarz Richarda przybrała co najmniej trzy różne wyrazy. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zamknął je bez słowa.
Spojrzał na Alexis, potem na mnie, potem znów na Alexis, a ja widziałam, jak jego umysł pracuje na pełnych obrotach, próbując wymyślić, jakie kłamstwo mogłoby go uratować.
Podniósł rękę, żeby poluzować krawat, chociaż nie był za ciasny, i zrobił dziwny pół kroku do tyłu, jakby jego ciało chciało biec, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa.