Aż pewnego zimnego poranka wszystko się zmieniło.
Odwróciła się, otworzyła drzwi i zamarła.
Szykowała się do pracy, gdy usłyszała cichy, przenikliwy płacz za drzwiami wejściowymi. Nie kota. Nie psa. Po prostu nieustanny płacz.
Odwróciła się, otworzyła drzwi i zamarła.
Nosidełko dla dziecka leżało na wycieraczce.
W środku był noworodek. Czerwona twarz. Malutkie piąstki. Zawinięty w tani kocyk. Obok nosidełka leżała złożona karteczka.
Zachowała tę notatkę. Przeczytałem ją. Jest w niej napisane: „Nie mogę jej zatrzymać. Nie mam wyboru. Przepraszam”.
To wszystko.